RZUTZA3.PL EUROPEJSKIE ROZGRYWKIBRYTYJCZYCY-POKONUJA-W-HALI-KOO-NIESKUTECZNE-ZZA-UKU-DZIKI
Brytyjczycy pokonują w Hali Koło nieskuteczne zza łuku Dziki
26/11/2024 21:05
Andrzej Romański/plk.pl
Mecz, który zapowiadał się jako wyrównane starcie, zgodnie z oczekiwaniami był pełen emocji – Dziki Warszawa z bilansem 3:1, a Newcastle Eagles 3:0. I rzeczywiście, spotkanie było bardzo zacięte! Gospodarze na początku próbowali przejąć kontrolę, ale ich skuteczność w rzutach za 3 pozostawiała wiele do życzenia – zaledwie 2 celne próby zza łuku przez cały mecz. Przez większość spotkania na prowadzeniu byli goście, jednak w kluczowych momentach drużyna z Warszawy powróciła do gry, a seria 10-0 pozwoliła im wyjść na prowadzenie przed przerwą. Duet McGlynn & McGill odegrał kluczową rolę w tym starciu, będąc motorami napędowymi ofensywy Dzików. Ostatecznie jednak to skuteczność rzutów, w tym trafienia za 3 oraz lepsze wykorzystywanie przewagi fizycznej, przeważyły szalę zwycięstwa na korzyść gości.Mecz rozpoczął Nick McGlynn, zdobywając 2 punkty rzutem spod kosza. Po tym trafieniu przez blisko minutę żadna z drużyn nie zdobyła punktów, aż złą passę przełamał Seneca Knight. Drużyna z Newcastle, próbując grać swoją szybką koszykówkę, miała trudności z trafieniami spod kosza i starała się wykorzystać rzuty za 3 punkty, co początkowo przynosiło im dobre rezultaty. Obie drużyny starały się grać fizycznie, ale nie dawało im to większych korzyści. Z kolei rzuty z dystansu i półdystansu wychodziły znacznie lepiej. Dziki próbowały zaskoczyć przeciwników pułapką defensywną na całym boisku, ale Eagles bez trudu poradzili sobie z tą presją. Zarówno gospodarze, jak i goście sprawiali wrażenie, że potrzebują jeszcze trochę czasu, by wrócić do skuteczności rzutowej i zgrania, które prezentowali przed przerwą reprezentacyjną. Dziki miały wyraźne problemy, zmuszeni byli do oddawania rzutów z trudnych pozycji. Goście zakończyli pierwszą kwartę na prowadzeniu 17:14.Drugą kwartę efektownie rozpoczął Mateusz Szlachetka, trafiając po dynamicznym wjeździe pod kosz. Rywale jednak szybko odpowiedzieli – Jordan Spencer zdobył punkty akcją 2+1, wykorzystując swoją przewagę fizyczną nad Grochowskim. Drużyna z Wielkiej Brytanii pokazała dużą motywację i zaangażowanie, co pozwoliło im wypracować 6-punktowe prowadzenie po nieco ponad dwóch minutach gry. Taka sytuacja zmusiła trenera Krzysztofa Szablowskiego do wzięcia przerwy na żądanie.Obie drużyny w tej odsłonie gry imponowały zespołowością, choć to Brytyjczycy częściej punktowali po akcjach wynikających z gry zespołowej oraz indywidualnych popisów. Warszawskie Dziki, nazywane przez siebie "najbardziej dziką drużyną", starały się zdobywać punkty głównie dzięki wjazdom pod kosz, co przynosiło efekty w tej kwarcie. W obronie Dziki postawiły na strefę, która sprawiała spore problemy przeciwnikom. Kluczowym momentem była seria 10:0 na zakończenie kwarty, która pozwoliła warszawskiej drużynie wyjść na prowadzenie. Do szatni schodzili z wynikiem 39:37 na swoją korzyść!Po pierwszej kwarcie to drużyna gości przodowała w statystyce zbiórek, jednak w kolejnej odsłonie meczu sytuacja diametralnie się zmieniła. Gospodarze przejęli inicjatywę na tablicach, kończąc połowę z przewagą 6 zbiórek – stosunek wynosił 23:17 na korzyść Dzików. Warto również zwrócić uwagę na skuteczność rzutów za trzy punkty, która znacząco różniła się między zespołami. Dziki miały ogromne trudności w tym aspekcie, trafiając zaledwie 1 z 11 prób zza łuku. Jedyny celny rzut Wessona okazał się jednak kluczowy dla utrzymania prowadzenia gospodarzy. Z kolei przyjezdni prezentowali znacznie lepszą skuteczność, trafiając aż 6 z 13 oddanych rzutów za trzy, co utrzymywało ich w grze.Trzecia kwarta nadal przebiegała pod dyktando gospodarzy. Szczelna obrona i efektywne wykorzystywanie przewagi pod koszem pozwoliły Dzikom powiększać prowadzenie. Kluczową rolę w takiej grze odegrał Nick McGlynn, który dominował pod tablicami i skutecznie wykańczał akcje. Brytyjczycy wciąż mogli liczyć na skuteczność rzutów zza łuku, lecz ich zrywy były szybko gaszone przez dobre zagrania środkowego Dzików. Jednak drużyna z Newcastle odnalazła rytm dzięki skutecznym rzutom z półdystansu i spod kosza, co pozwoliło im doprowadzić do remisu 52:52 na 3,5 minuty przed końcem kwarty. Zagęszczona strefa podkoszowa utrudniała zdobywanie punktów w "pomalowanym", ale za to obwód pozostawał bardziej odsłonięty. Niemoc Dzików zza linii 6,75 w końcu przełamał Mateusz Szlachetka, trafiając z czystej pozycji. Niestety, momenty bez Nicka McGlynna i absencja Denzela Anderssona na boisku wyraźnie odbiły się na grze gospodarzy. Goście wykorzystali tę sytuację, zmniejszając straty, a następnie wychodząc na prowadzenie. Po wygranej kwarcie 57:60 to drużyna Newcastle zakończyła trzecią odsłonę na plusie.Niezawodny tego dnia Nick McGlynn rozpoczął czwartą kwartę od ofensywnej zbiórki, którą zamienił na punkty spod kosza, przypominając o swojej klasie. W kolejnych minutach Brytyjczycy zdobywali punkty głównie po wejściach na kosz, upraszczając grę do pojedynków 1 na 1, wykorzystując swoje warunki fizyczne i przewagę. Kiedy gospodarze przeżywali trudniejszy moment w grze, goście bezlitośnie wykorzystywali ich błędy, a nieprzygotowane rzuty z trudnych pozycji nie pozwalały Dzikom na odrobienie strat. Co wyróżniało grę gości, to trafianie trudnych rzutów, w tym rzutów za trzy – szczególnie celny rzut Okauru na ponad 3 minuty do końca kwarty, który dał gościom 8-punktowe prowadzenie. W tej sytuacji trener Szablowski poprosił o przerwę na żądanie. Po niej Warszawiacy wyszli na boisko z agresywną obroną, jednak Brytyjczycy nadal odpuszczali im rzuty za trzy, co było ich największą bolączką. Niemniej jednak, goście skutecznie grając w strefie podkoszowej, zdobywali cenne punkty po ofensywnych zbiórkach. Warto dodać, że kibice Dzików zafundowali drużynie wzmożony doping, głośno wspierając swoich ulubieńców. Na minutę przed końcem McGill próbował zdobywać punkty za wszelką cenę, jednak Brytyjczycy skutecznie wykorzystywali faule, trafiając rzuty wolne. Tragiczna skuteczność rzutów za trzy, w połączeniu z błędami w końcówce, zadecydowała o wygranej gości w Warszawskiej Hali Koło.Co warto zauważyć, walka na zbiórkach przyniosła gospodarzom aż 14 punktów, a ich gra pod koszem była kluczowa – zdobyli 46 punktów z "pomalowanego". Mniejsza rotacja, zmęczenie po meczach kadry, zwłaszcza w przypadku Joessara i Anderssona, miały duży wpływ na wynik. Z tej dwójki na boisku pojawił się tylko Estończyk, a cała ławka Dzików zdobyła jedynie 7 punktów. Warto podkreślić, że w meczu zagrało tylko 8 zawodników, a w rotacji zabrakło Pamuły, Aleksandrowicza i wspomnianego już Denzela Anderssona.PUNKTOWALI:McGill - 21 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst I McGlynn - 20 punktów, 11 zbiórek I Wesson - 11 punktów, 5 zbiórek I Szlachetka - 9 punktów I Bartosz - 5 punktów I Joessar - 2 punkty I Mokros - 2 punkty